czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 3: Załamanie nerwowe

"Może dlatego utarło się, że niebo jest nad nami,
a piekło pod, gdyż chcąc dojść do raju,
trzeba wznieść się ponad własne słabości,
podążając w piekielne czeluście-wystarczy staczać się w dół."
Andrzej Majewski
Stojąc pod prysznicem, próbowałam przeanalizować swoje życie, wszystkie swoje złe jak i dobre przeżycia. Dzisiaj akurat miałam melancholijny nastrój, który wymuszał na mnie dokonanie własnego rachunku sumienia, co zrobiłam dobrze, co źle, jakie decyzje podjęłam mądrze, a które wręcz przeciwnie bez przemyślenia, pod wpływem emocji. Opierając rozgrzane czoło do zimnych kafelek, zamknęłam oczy i biorąc trzy głębokie wdechy, próbowałam uspokoić galopujące serce i skołatane nerwy, które podsuwały mi jedynie do głowy myśl, która cały czas siedziała mi w myślach i nie dała o sobie zapomnieć: "Jesteś beznadziejna". Walcząc ze strumieniem napływających do oczu łez, wyłączyłam wodę i przecierając twarz drżącymi dłońmi, odsunęłam zasłonkę, po czym wychodząc z prysznica, owinęłam ciało niebieskim miękkim ręcznikiem. Przecierając drugim, mokre włosy, podeszłam do zaparowanego lustra i przecierając je, aby cokolwiek zobaczyć, ujrzałam swoje rozbiegane i przerażone spojrzenie. Przymykając na moment oczy, odgarnęłam dłonią włosy do tyłu i pozwalając opaść ręcznikom na podłogę, zaczęłam przyglądać się swojemu nagiemu ciału. Krzywiąc się na widok ilości tłuszczu znajdującego się na moim brzuchu, szybko chwyciłam za ręcznik i odwracając się do lustra tyłem, zaczęłam się w pośpiechu wycierać, aby już za moment ubrać się w luźne dresy i za dużą o kilka rozmiarów koszulkę. Nie rozczesując nawet włosów, pozwoliłam im swobodnie schnąć, a sama wyszłam z łazienki, zgaszając za sobą światło.
***
Siedząc przed laptopem u siebie w pokoju, próbowałam zignorować wesołe śmiechy, chłopaków z One Direction, którzy przyszli w odwiedziny do Luke'a, który już jutro miał wracać do rodzinnej Australii. Przewracając oczami na kolejny wybuch śmiechu, zostawiłam włączonego Messangera i odkładając komputer na bok, wstałam z łóżka, aby już po chwili stanąć przy szafie i bez żadnego dylematu, wziąć coś do ubrania, w razie gdybym jednak zdecydowała się gdzieś zaraz wyjść, aby nie dostać białej gorączki. Mój wybór ostatecznie padł na dżinsowe spodnie do kolan oraz białą koszulkę na grubsze ramiączka. Przebierając się szybko w pokoju, podeszłam jeszcze na chwilę do łazienki, aby już po chwili wyjść z niej w jednym z koków nieładków. Zadowolona, że toaleta nie zajęła mi więcej niż 10 minut, ponownie położyłam się na łóżku biorąc laptopa na kolana. Marszcząc brwi ze zdezorientowania, otworzyłam okienko, które oznaczało, że dostałam nową wiadomość. Widząc imię i nazwisko swojego ciotecznego brata, który pomimo tego, że mieszkał w Polsce na przeciwko mnie, nie odzywał się za bardzo do mnie, albo ja do niego, zdziwiłam się jeszcze bardziej. Klikając niepewnie na wiadomość, otworzyłam szeroko oczy widząc, proste powitanie: "Hej co u ciebie". Wzruszając ramionami, odpisałam proste słowa: Nic ciekawego. I minimalizując okienko czatu, zaczęłam ponownie oglądać jakieś pseudo śmieszne filmiki na Youtubie, Słysząc jednak dźwięk nowej wiadomości, przewróciłam zirytowana oczami i przechodząc na zakładkę z facebookiem, zaczęłam czytać wiadomość od kuzyna, czując coraz większe przerażenie i obrzydzenie jednocześnie, które bardzo powoli zamieniały się w gniew i złość: "Pamiętasz wakacje, kiedy bawiliśmy się razem? Kiedy z przyjemnością bawiliśmy się w podchody, berki i inne tego typu? Pamiętasz dzień w komórce? Bo ja go nigdy nie zapomniałem.". Czytając po raz kolejny tą samą odpowiedź niewiele myśląc, zaczęłam odpisywać, a kiedy tylko wiadomość została wysłana zamknęłam facebooka i laptopa: " Czy pamiętam? Nie. Ponieważ to nie było nic wartego zapamiętania, to była zabawa starszych dzieci, które wyśmiewały małolatę, która latała za nimi jak wierny piesek. I co bawiłeś się świetnie, kiedy podsuwałeś mi pod nos alkohol i papierosy, chociaż miałam tylko 8 lat? Pewnie tak, zwłaszcza kiedy próbowałeś wymusić na mnie coś, czego nigdy nie dostałeś, a wspominając to, uświadamia mnie tylko, że jesteś popieprzonym kretynem."
Czując się jak pijana, od niemiłych wspomnień, chwyciłam w rękę telefon i odbijając się delikatnie od ścian zbiegłam po schodach i nie zauważając nawet zdziwionych na mój widok chłopców, dopadłam do półki z butami i pospiesznie zakładając byle jakie obuwie na nogi, wybiegłam z domu, ignorując nawoływania męskich głosów za mną. W tym momencie byłam jak głucha, ślepa i niema, wspomnienia wychodzące na powierzchnię coraz bardziej, przygniatały mnie do podłoża z którego bardzo trudno wstać. Dobiegając do swojej samotni, siadłam na betonowej powierzchni postu i przewieszając nogi, przez kraty w barierkach, oparłam swoje czoło o metal. Czując jak powoli duszę się niewylanymi łzami, pozwoliłam sobie na wypuszczenie z głębi siebie cichego szlochu, który przemienił się w tępą rozpacz.
-Dlaczego nie chcesz tego zrobić? - zapytał wysoki chłopczyk, patrząc na niską dziewczynkę z góry - Będzie zabawnie - uśmiechając się szeroko, spojrzał prosto w jej brązowe oczy, tak podobne do niego, ale całkiem inne.
- Boję się - wymamrotała 8-latka, bawiąc się nerwowo jednym z długich warkoczy, które  przewisały jej przez chude ramiona.
- Nie ma czego - obejmując ją ramieniem, chłopiec poprowadził ją do piwnicy, gdzie już siedziała reszta dzieciaków z osiedla, które razem z nimi spędzały wesoło wakacje.
- A jak mama się dowie?- wymamrotała nadal niepewna co do pomysłu, którym przed momentem podzielił się z nią jej brat cioteczny.
- Ciocia się na pewno nie dowie - puszczając jej oczko, wprowadził ją pewnie do pomieszczenia i zamykając za sobą drzwi, posadził ją na jednym z krzesełek, które zostały tu dość niedawno przyniesione.
- To co zaczynamy? - zapytał się rudowłosy chłopiec o intensywnie niebieskich oczach.
- Jasne - przytaknął ciemnowłosy chłopak, po czym wyjmując z jednej z szafek butelkę oraz kieliszki, zaczął rozlewać do nich biały płyn.
- Co to? - zapytała dziewczynka, obserwując uważnie, płyn w szkle.
- Woda - przewracając oczami, jej brat cioteczny wcisnął w jej rękę jeden z kieliszków i przymuszając do wypicia, czekał na jej reakcje. Dziewczynka niepewnie wychyliła duszkiem zawartość kieliszka i rozszerzając maksymalnie swoje brązowe oczy, zaczęła cicho piszczeć z powodu bólu, który odczuwała w przełyku.
- To nie była woda - powiedziała z wyrzutem, a w jej oczach zaczęły zbierać się łzy.
- Przestań ryczeć bachorze i jak ci się to nie podoba to wyjdź, ale wiedz, że już nigdy nie będziesz mogła tu wrócić - zagroził jej brat cioteczny, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów, z której już po chwili każdy dzierżył w dłoni własnego. Patrząc niepewnie na to wszystko, dziewczynka przełknęła głośno ślinę i pozwalając ponownie się zmanipulować, jak zaczarowana podniosła dłoń do góry z papierosem w dłoni i zaciągając się nim delikatnie wyrzuciła go przed siebie, czując palący dym w płucach. Nie powstrzymując już dłużej łez znajdujących się w jej oczach, wybiegła z pomieszczenia, słysząc za sobą coraz głośniejsze śmiechy, które towarzyszyły jej już do końca lata, kiedy to nie miała się z kim bawić z powodu swojego tchórzostwa.
Czując słone łzy na policzkach, jęknęłam żałośnie i nie w pełni świadoma swoich czynów, bardzo powoli chwyciłam w rękę swój telefon. Otwierając sprawnie etui wyciągnęłam żyletkę i odkładając smartfona na bok, bardzo powoli przybliżyłam metal do swojego ciała i zamykając na moment oczy z pewnością, przecięłam skórę na nadgarstku, powodując tym samym, że mała ścieżka krwi poleciała bokiem ręki, nadając wszystkiemu groteskowego wyglądu. Przygryzając wargę do krwi, ponownie przyłożyłam żyletkę do skóry i cięłam raz za razem, powodując coraz większe pieczenie i krwawienie małych ranek, które odznaczały się czerwienią na tle białej skóry,
- Dlaczego to robisz? - słysząc cichy szept obok, siebie, przerażona otworzyłam szeroko oczy i wyrzucając niechcący żyletkę w dół, niepewnie spojrzałam na chłopaka, który ze łzami w oczach patrzył na mój nadgarstek.
- A czy to ma jakieś znaczenie  - wyszeptałam zmęczona, zamykając oczy - Bo dla mnie nic już nie ma sensu.
- Ale dlaczego to robisz? - ponowił swoje pytanie, patrząc na mnie z determinacją w oczach.
- Ponieważ - zaczęłam, ale przekręciłam szybko głową i spojrzałam ponownie w jego niebieskie oczy - Nie zawsze musi być powód - wymamrotałam, odwracając od niego wzrok. 
- I tak się dowiem i ci pomogę - słysząc jego cichy głos przy uchu i mocne ramiona, oplatające moje drżące ciało, wybuchnęłam niepohamowanym płaczem - Csii księżniczko, pomogę ci - dodał chłopak, głaszcząc mnie delikatnie po głowie. A co najgorsza, wierzyłam mu...

No to pytanie do was Miśki ;) Kto jest chłopakiem z ostatniej sceny, kiedy to ktoś pociesza główną bohaterkę? Czekam na wasze propozycje ;* 

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Rozdział 2: Głupota vs. Ogórki kiszone

"Niektórzy ludzie są o sobie
tak dobrego zdania, że 
zakochaliby się w sobie, gdyby nie byli
heteroseksualni, oczywiście."
Andrzej Majewski 
Siedząc na obrotowym krzesełku w jednym z Bradford'skich supermarketów typu express, kręciłam się w kółko i z nudów liczyłam pajęczyny na suficie. Słysząc dzwonek, który ktoś nie mądry powiesił przy drzwiach, poprawiłam się na krześle i przybierając mniej znudzony wyraz twarzy, spojrzałam w kierunku wejścia, gdzie przy dziale ze słodyczami stał Liam Payne z One Direction. Pewnie teraz powinnam krzyczeć i piszczeć a'la dziewczyna z horroru połączona z bardzo dobrym orgazmem, ale po co od razu się podniecać, jak to tylko mój pieprzony sąsiad z One pieprzonego Direction. Oj coś dużo ostatnio pieprzę. Śmiejąc się cicho z własnej głupoty, poprawiłam sklepowy uniform i załączając uśpiony system, czekałam aż będę mogła odesłać kolejnego klienta z jakże zacnym paragonem w ręku i mniejszą ilością gotówki w portfelu. 
- Louise? - zapytał zaskoczony Liam, podchodząc do kasy z koszykiem pełnym słodyczy. No tak nie ma to jak super sława, tej krzykliwej kasjerki, na którą wczoraj szef darł (brzydko mówiąc) ryja.
- Możliwe - powiedziałam poważnie, aby za moment już pochwalić się pełnym uzębieniem w uśmiechu.
- Nie wiedziałem, że jeszcze tu pracujesz - mrugając mi porozumiewawczo, przypomniał mi o upomnieniu jakie zaserwował mi szef, kiedy dowiedział się, że skrzyczałam sławne 1D.
- Nie przeginaj pałki Liaś - powiedziałam słodko, mrugając oczami, jakby ktoś podpiął mnie co najmniej do mocnego paralizatora.
- Słodka Lou w twoim towarzystwie nie śmiałbym - zaśmiał się cicho, wykładając na taśmę swoje zakupy, które zaczęłam powoli nabijać na kasę,
- Jasne, jasne a Katy Perry jest transwestytą - przewracając oczami, spojrzałam na chłopaka spod oka i widząc jego coraz szerszy uśmiech, sama zaczęłam się cicho śmiać.
- To by było dziwne  - powiedział po chwili, na co ja zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej.
- Zwłaszcza, że większość męskiej populacji ma erotyczne sny z jej udziałem - powiedziałam poważnie, co odbiło się kolejną falą śmiechu - 13,22 poproszę - wymamrotałam między salwami śmiechu.
- Miło było  - salutując mi chłopak, odebrał swoje reszty i zabierając zakupy wyszedł ze sklepu, sprawiając tym samym, że znów zaczęłam się nudzić.
***
Wychodząc z pracy podłączyłam słuchawki pod telefon i kierując się do przedszkola Theo, przyspieszyłam kroku. Będąc już prawie przy samym budynku, gdzie mieściło się przedszkole chłopczyka, odpięłam słuchawki i wsadzając je do kieszeni czarnych spodni, które miałam na sobie, dziarskim krokiem weszłam do budynku i olewając jak zawsze dziwne spojrzenia posyłane w moją stronę, weszłam prosto do sali Theodora, gdzie kiedy tylko mnie młody zobaczył to pisnął głośno i przybiegł do mnie mocno się przytulając.
- Idziemy do domu? - zapytałam z uśmiechem.
- Idziemy - krzyknął wesoło, wbiegając na moment do sali, aby zabrać swojego misia - Do widzenia - pożegnał się grzecznie szatyn.
- Do widzenia - odpowiedziała przedszkolanka posyłając mi uśmiech.
- Do widzenia - uśmiechając się ruszyłam do chłopczyka, który sam zaczął zmieniać buty.
***
- Luke idź otwórz - powiedziałam leniwie do Blondyna, który malował z Theo malowanki.
- A ty dlaczego nie możesz? - zapytał, unosząc jedną z brwi do góry.
- Bo jestem kobietą - powiedziałam poważnie, poprawiając swoje rozłożone ciało na kanapie.
- Chyba leniwcem - wystawiając mi język, uniknął lecącej w jego stronę poduszki i chcąc nie chcąc poszedł otworzyć drzwi, przez które zaraz weszła banda oszołomów, która jak jeden mąż stanęli w salonie i zaczęli się przyglądać to na moje zwłoki na kanapie to na Theo, który patrzył na nich szeroko otwartymi, zielonymi oczami. 
- A to co wybieg dla modelek? - zapytałam zaskoczona, unosząc jedną brew do góry.
- Louise - uśmiechnął się szeroko Liam - Jak tam, co tam? - zapytał wesoło, podchodząc do mnie po czym unosząc moje nogi do góry, siadł na kanapie i położył je sobie na kolanach.
- Nie za wygodnie ci? - zapytałam nadal będąc w ciężkim szoku.
- Oj no Misiu nie udawaj niedostępnej - błyskając w moją stronę białymi zębami, wybuchnął głośnym śmiechem na widok miny chłopaków.
- Krzykliwa kasjerka z supermarketu? - zapytał Niall, krzyżując ręce na piersi.
- Irlandzki chłopak z fałszywymi blond włosami? - zapytałam takim samym tonem co chłopak - I chyba jestem sławna, bo z tego co pamiętam w sklepie cię wczoraj nie było, bo bałamuciłeś w kawiarni Bells - wystawiając w jego stronę język, zabrałam nogi z Liama i siadając jak człowiek spojrzałam na każdego z osoba.
- Dlaczego się tak na nas patrzysz? - zapytał Louis, chowając się za Harrym.
- Bo mam wielkie oczy - przewracając oczami, spojrzałam na Theo, który olewając chłopców wrócił do malowania - A tak na serio, co was do nas sprowadza?
- Chcę zapoznać Is z chłopakami - powiedział Niall, uśmiechając się tajmniczo, Oho ktoś tu się nam w Isabelle podkochuuuuje. Aww jak uroczo, rzygam tęczom i ......
- Zakochany kundel trzy - wymamrotałam pod nosem, na co Liam wybuchnął śmiechem.
***
Budząc się z niechęcią spojrzałam na dzwoniący telefon "Nate".
- Hello Suko - słysząc ten charakterystyczny głos sapnęłam głośno, przykrywając głowę poduszką.
- Hello Frajerze - mruknęłam niewyraźnie, na co brunet zaśmiał się głośno - Co dusza niemyta ode mnie chce? - zapytałam niemrawo, siadając na środku łóżka. 
- Wpadaj do mnie na śniadanie Mała, masz 5 minut - powiedział szybko i nie dając mi nawet dojść do słowa rozłączył się.
- Pedał - mruknęłam do telefonu i rzucając go na poduszkę, wstałam z łóżka i zbierając po drodze jakieś ciuchy, weszłam do łazienki gdzie mniej więcej się ogarnęłam na wyjście do ludzi.
Zbiegając po schodach, założyłam na stopy białe trampki za kostkę i nie żegnając się nawet z Isabelle ( o Luku nawet nie wspomnę), ruszyłam biegiem w stronę centrum Bradford, gdzie w jednej z kamienic mieszkał ten mazgaj Nate. Dysząc jak lokomotywa dopadłam do drzwi od klatki i wbiegając po dwa stopnie na samą górę, ledwo dysząc rzuciłam się na drzwi, które pod moim naporem otworzyły się, pozwalając mi wtoczyć się do środka.
- Jak zawsze spóźniona - powiedział szatyn, wychylając swoją głowę z kuchni.
- Jak zawsze przezabawny - przewracając oczami zdjęłam buty i odstawiając je na bok, weszłam do kuchni gdzie zastałam Nathana ubranego jedynie w spodenki koszykarskie - I w pełni ubrany - puszczając mu oczko siadłam na jednym z wysokich krzeseł, które ustawione były przy mini barze.
- Gdybym nie był Homo, stwierdziłbym że mnie podrywasz - puszczając mi w locie buziaczka, powrócił do smażenia czegoś na patelni.
- Co robisz? - zapytałam zaciekawiona, próbując rozsiąść się wygodniej,
- Piosenkę piszę - parsknął sarkastycznie, odwracając się do mnie z patelnią w ręku na której była jajecznica.
- Nie zdziwiłabym się - posyłając mu szeroki uśmiech, czekałam aż przyjaciel nałoży porcję jedzenia na talerze.
- Chcesz ogórków kiszonych do tego? - zapytał ze słoikiem w ręku.
- Nie - kręcąc przecząco głową, przesiadłam się na krzesło przy małym stoliku i zaczęłam pałaszować swoją porcję.
- To nie - wzruszając ramionami szatyn wziął się za otwieranie słoika, który na przekór nie chciał się otworzyć - Kochanie no weź - mruknął cicho chłopak, głaszcząc delikatnie wieczko słoika - Wiem, że jesteś obrażony, że pragnę cię zjeść, wiem że to ci się nie podoba, ale kochanie w moim żołądeczku będzie ci wygodniej no ogóreczku kochany nie daj się prosić - słysząc przyjaciela zaczęłam chichotać pod nosem, przez co zostałam spiorunowana wzrokiem - Ostatnia próba  - wyszeptał i chwytając za zakrętkę otworzył słoik, z którego bardzo  powoli ze zwycięską miną wyciągnął ogórka, którego w spowolnionym tempie spałaszował.
- Głupek - wymamrotałam roześmiana, wycierając łezki, które pouciekały z moich oczu podczas śmiechu.
- Zamilcz kobieto!